Blog > Komentarze do wpisu
z wizytą u Wilkonia

Zazdroszczę własnemu mężowi. I to czego? Pracy! No może nie pracy w sensie dosłownym, ale możliwości jakie ona stwarza. A możliwości te są nie byle jakie, bo spotykanie interesujących osób bynamjmniej byle czym nie jest.

Ostatnio dane mu było współpracować z Józefem Wilkoniem, guru polskiej ilustracji. Obrabiał i składał książkę Ulfa Starka "Mały Asmodeusz", do którego to Wilkoń popełnił ilustrację. Andrzej spędził cztery dni w jego domu/pracowni w Zalesiu Dolnym. Praca do najlżejszych nie należała, pracowali po kilkanaście godzin na dobę wspólnie projektując książkę. Podobno Wilkoń jest niezwykle serdecznym, bezpretensjonalnym człowiekiem (co u artystów nie jest oczywiste) - nie poznałam Wilkonia, więc nie wiem, ale skoro Andrzej tak twierdzi, to nie mam powodów by mu nie wierzyć :)

Małej mnie sprzed lat, wszelkie pracownie artystów jawiły się jako miejsca magiczne, pachnące farbą i kurzem, pełnym tajemniczych zakamarków w których czają się różne ciekawe rzeczy, gdzie na każdym kroku stoją kolorowe słoiczki z farbą i Bóg wie co jeszcze... I wiecie co? Aż tak bardzo chyba się nie myliłam.

Tak wygląda pracownia Wilkonia. I jak tu nie pałać zazdrością...

Pan Józef przy pracy

i efekt tejże

Można by rzecz, że ilustracje do "Małego Asmodeusza" prezentuję (za zgodą artysty) przedpremierowo (szybciej zrobił to tylko Andrzej) - książka dopiero sie ukaże.

A to już skatalogowane ilustracje do "Kici kici miau"

Ogród otaczający dom pełen jest rzeźb artysty

Jeden z ulubionych motywów artysty

Nie, to nie śnieg w kwietniu. Te zdjęcia zrobione były podczas zimowej wizyty Andrzeja w Zalesiu w zeszłym roku.

Od zeszłorocznej wystawy artysty na Targach Książki marzyła nam się wilkoniowska rzeźba. Najbardziej podobały mi sie metalowe rybki i drewniane pieski (i jeszcze krokodyl!). Czasami marzenia się spełniają :)

Ta dam! Prezent od Józefa Wilkonia:

Rybka już znalazła swoje miejsce w naszej kuchni.

Teraz jeszcze tylko marzy mi się obrazek ;) najlepiej z "Księgi Dżungli", może i to się kiedyś spełni...

niedziela, 17 kwietnia 2011, mukla