Blog > Komentarze do wpisu
z gryfla sztuka

 

Szanowni państwo, dzisiaj będzie zagadka: Co to jest gryfel i z czym to się je? 

 

Zawsze było dla mnie oczywistym, że gryflem nazywamy to coś, co w ołówku siedzi. Do wczoraj... Z racji pewnej wątpliwości co do poprawnej odmiany tego wyrazu zajrzałam do słownika. I co się okazało? Że używany przeze mnie od blisko trzydziestu lat gryfel oficjalnie nie istnieje! Grafit owszem. Rysik a jakże. Gryfla w słownikach brak. Szukałam zrozumienia u małżonka, jednak on także o gryflu nie słyszał. W sieci również cicho. Zaczęłam nawet wątpić, czy owa nazwa nie jest tylko jedynie wymysłem mojej bujnej wyobraźni, na szczęście okazało się, że nie tylko ja mam z gryflem problem.

 

A całe zamieszanie dlatego, że chciałam stworzyć poprawny gramatycznie post o gryflowych rzeźbach Daltona Ghetti'ego.

 

 

Otóż ten brazylijski stolarz mieszkający od lat w Connecticut, zamiast produkcją stołów i krzeseł bardziej wsławił się w świecie jako rzeźbiarz. Dla stolarza dłubanie w drewnie nie jest jakimś specjalnym wyzwaniem, dlatego Dalton postanowił sobie troszkę utrudnić i jako surowiec do swoich twórczych poczynań wybrał właśnie przedmiot moich dzisiejszych dylematów. Jego miniaturowe cudeńka powstają na samym szczycie klasycznych ołówków.

 

 

 

 

Każdy, kto choć raz widział w życiu ołówek wie, że przestrzeni na nim rozpaczliwie mało. Tym bardziej zaskakujący wydaje się fakt, że artysta podczas swojej pracy nie korzysta ze szkła powiększającego. Z racji tego, że tradycyjny nóż rzeźbiarski nie zawsze daje radę tak małej powierzchni, Ghetti wspomaga się żyletką, a nawet najzwyklejszą igłą krawiecką.

 

 

Łatwo nie jest, bo jak sam mówi, o ile grafit jest bardzo wdzięcznym materiałem do rzeźbienia (choć łamie się i to często), to włókniste drewno go otaczające już niekoniecznie. Cierpliwość więc i precyzja ponad wszystko.

 

 

 

 

 

Nad swoimi mikroskopijnym dziełkami Ghetti spędza standardowo około kilku miesięcy, rekordem był czas jaki poświęcił na wykonanie poniższej pracy. Przekształcenie jednego ołówka w dwa mniejsze połączone łańcuszkiem zajęło mu, bagatela, dwa i pół roku:

 

 

poniedziałek, 07 listopada 2011, mukla
Tagi: sztuka

Polecane wpisy

Komentarze
2011/11/09 20:54:26
Przepiękne te rzeźbione ołówki! :)
-
Gość: kaczak, *.static.icpnet.pl
2011/11/18 10:43:59
super! domek na wyspie mnie zauroczyl :)
a co on sie tak guzdral z tymi dwoma olowkami? ze niby dlubal lancuch w graficie?!
-
2011/11/18 21:57:26
no chyba! przecież w Castoramie nie kupił...
-
2012/01/15 18:20:32
Kosmos !!!
Ja dostawałam szału, jak mi się grafit (bo w Warszawie to jednak grafit :)) złamał nie raz i nie dwa przy struganiu (temperowaniu :)) - to za czasów jak się używało takich temperówek na żyletkę lub zwykłych noży.
Nie wyobrażam sobie, jak bym zareagowała, gdyby mi się coś ułamało po dwóch i pół latach pracy.
Niesamowite są te arcydziełka.
-
2012/01/15 19:01:50
Fidrygauka: oj łamią się mu i to często... Z tych ukruszonych kawałków tworzy coś na kształt instalacji (no przecież nie wyrzuci !), którą nazywa "cmentarzem" -sousa.co.uk/wp-content/uploads/DG_F.jpg