Blog > Komentarze do wpisu
selichoty

 

Tak się jakoś złożyło, że moja droga koleżanka Agnieszka tka. Czasem coś wyrzeźbi, rzadziej namaluje, ale głównie tka. W dodatku nie rozdrabnia się na małe makramki, tylko robi to od razu z rozmachem.



nie mogłam się oprzeć i podkradłam to zdjęcie ze strony Uniwersytetu Artystycznego: taka mała Agniesia i takie duże Selichoty...


Ostatnie trzy, może nawet cztery lata życia poświęciła Agniecha na produkcję serii potężnych i mega ciężkich "dywanów”. A że od lat fascynuje się kulturą żydowską, to swoje prace ochrzciła Selichotami. Selichoty to nazwa specjalnych, żydowskich modlitw pokutnych. Nie wiem za co Aga pokutowała, ale musiała nieźle nagrzeszyć, bo praca do najłatwiejszych nie należała. Dnie i noce (nie potęguję dramatyzmu - tak było) spędzała w pracowni na drabinie kalecząc sobie paluszki. Dnie i noce przewlekała przez osnowę różne takie, ale głównie druty - no bo po co sobie ułatwiać i tkać z samej wełenki. Chodziła potem cała obplastowana, aż wstyd się z nią było gdzieś pokazać. No ale trzeba przyznać, że ostatecznie całkiem ładnie jej to wyszło. Tak ładnie, że dyplom (w pracowni tkaniny na poznańskiej ASP) obroniła celująco, a w dodatku została nominowana do nagrody Marii Dokowicz na najlepszą pracę dyplomową. Ja tam się nie znam, ale to podobno dość prestiżowe wyróżnienie. I dobrze, zasłużyła!


 


Selichot I - z wełenki, przytulny i mój ulubiony



Selichot II - z trawy, najcięższy (wiem co mówię, raz mnie zagnała do ich wieszania!)


 


fragment Selichota III - z partytur operowych


Raz na jakiś czas, można sobie Selichoty pooglądać. W najbliższym czasie prace Agnieszki Zaprzalskiej (co by już oficjalniej było) będą prezentowane w Skalar Office Center w Poznaniu w ramach cyklu preMedytacje. Wprawdzie nie wiem jak długo tam powiszą, ale pewnie nie krócej niż tydzień.







Reszty zdjęć już znikąd nie kradłam, sama zrobiłam


Pewnie dla Agnieszki lepiej by było, gdyby przyszła na świat w XVI w. Mogłaby wtedy tkać arrasy na wawelskie komnaty, co przyniosłoby jej zapewne sławę, pieniądze i przychylność króla. Ale wtedy ja nie miałabym takiej fajnej koleżanki...

piątek, 20 stycznia 2012, mukla

Polecane wpisy