Blog > Komentarze do wpisu
pusty fotel

Każdy ma jakieś swoje sentymenty. Mam i ja.



Lata temu, ze dwadzieścia będzie jak nie więcej, w każdym razie na bank we Wszystkich Świętych, bo to akurat pamiętam doskonale, obejrzałam w tv pewną wieczorynkę. Uroczy film animowany o starszym panu i jego niezwykle żywiołowej wnusi Emilce. Nie za długi, nie za krótki, w prościutki sposób pokazujący ciepło relacji jakie łączyły te dwójkę. Latem jeździli na plaże, zimą chodzili na sanki, a każda wspólnie spędzona chwila była okazją do świetnej zabawy i snucia fantastycznych historii. Niestety wraz z upływem pór roku dziadek robił się coraz słabszy, co raz mniej miał w sobie wigoru i chęci do czegokolwiek... aż w końcu, no wiadomo... Mój Boże! Jako, że dzieckiem byłam wybitnie emocjonalnym (co mi jak na złość zostało do dziś), wyłam jak bóbr, albo i ich całe stado. Postanowiłam wtedy, że nigdy, ale przenigdy nie zapomnę tej historii i na wszelki wypadek spisałam ją sobie kreśląc niewprawną jeszcze ręką krzywe kulfony (no, to też się akurat niewiele zmieniło) w zeszycie, a że nie znałam jej właściwego tytułu, nadałam nowy: "Dziadek i wnuczka". Przezornie też, przez kilka pierwszych listopadów pod rząd zasiadałam przed ekranem łudząc się nadzieją, że Telewizja Polska pokusi się o powtórną emisję.

Czekałam ponad dekadę, ale doczekałam się :-) 

Będąc już studentką, wybrałam się do CK Zamek na wystawę poświęconą brytyjskiej ilustracji dla dzieci i ku ogromnej radości wśród rozlicznych obrazków odnalazłam znajome kadry. Cóż to było za szczęście! W końcu dowiedziałam się, że film nosi tytuł "Dziadek" i został stworzona na podstawie książeczki o tym samym tytule, której autorem jest brytyjski pisarz i ilustrator John BurninghamA, że szczęścia podobnie jak nieszczęścia również chodzą parami, to niedługo potem film ten został wyemitowany w tv. Zgadnijcie kiedy? Oczywiście 1 listopada. Pozwala mi to wierzyć, że cierpliwość popłaca i że kiedyś, jakimś cudem (choćby i za następne dziesięć lat) uda mi się wytrzasnąć skądś książkowy egzemplarz tej historii. 

A póki co postanowiłam odświeżyć dziś sobie na nowo tę słodką historię. Co prawda jakość nagrania jest bardziej niż tragiczna i trzeba ją sklejać w całość z trzech części, ale dla chcącego nic trudnego...


 




I choć można by dyskutować, że kreska nie taka ("ale to nie wygląda ładnie" stwierdził dziś Andrzej), że historia banalna i przewidywalna - to dla mnie już na zawsze będzie to cudna opowieść, taka, której się nie zapomina.  

piątek, 01 listopada 2013, mukla

Polecane wpisy

Komentarze
2013/11/02 10:10:26
Nie pamiętam jak do Ciebie trafiłam? Nie pamiętam czemu tutaj zostałam? Wiem, że bardzo się z tego cieszę, szczególnie czytając taki wpis! Za każdym blogiem, postem, monitorem jest przede wszystkim "jakiś" człowiek....tym razem z podobna wrażliwością :)
Pozdrawiam Cię serdecznie
bZuzia
-
2013/11/03 16:40:56
bZuziu dziękuję, za tak miłe słowa :-) Znaczą wiele, naprawdę - tym bardziej, że ostatnio zaczęłam tracić serce do tej mojej pisanino-grzebaniny i zaczęły się wątpliwości po co to, w jakim celu i dla kogo...? A tu proszę, komuś się podoba :-) To cieszy i to bardzo. Uściski.
-
2013/11/18 22:27:34
Mnie też się podoba, już to napisałam wcześniej.
-
2013/11/19 07:56:42
o raju, almetyno! jeszcze obrosnę w piórka ;-) Dziękuję