Blog > Komentarze do wpisu
salon ilustratorów 2014

 

Ostatni miesiąc utwierdził mnie w przekonaniu, że nijak nie jestem cyborgiem. Nie to, żebym jakoś specjalnie chciała, ale nie powiem - dodatkowe wspomaganie w ostatnim czasie by mi się przydało. A tak, chodziłam zmęczona i poddenerwowana, bo jak się okazało podjęcie pięciu różnych, dość czasochłonnych zobowiązań, to jak na jedną Muklę zdecydowanie za dużo. A w międzyczasie wypadły jeszcze Targi Książki dla Dzieci i Młodzieży, na które trzeba było przecież pójść, nawet jeśli powinno się w tym czasie robić coś innego... No to poszłam, tym bardziej, że daleko przecież nie miałam.

 

 

 

 

 

Tata "Pana Kuleczki" Wojciech Widłak w akcji (wespół z Kaczką Katastrofą i Psem Pypciem ma się rozumieć!)


Tegoroczne, trzynaste już Targi Książki dla Dzieci i Młodzieży odbyły się w dniach 28 lutego - 2 marca. Coś jednak nie cieszyły w tym roku tak bardzo jak cieszyć potrafiły. Nie da się ukryć, że z roku na rok impreza traci na znaczeniu. Targi za każdym razem przenoszone są do coraz to mniejszej hali, bo wielu wydawców całkowicie rezygnuje z udziału, a i odwiedzających też jak na lekarstwo. To już nie te dzikie tłumy, które pamiętam sprzed pięciu, sześciu lat. Szkoda. Żeby jakoś utrzymać imprezę, organizatorzy starają się zapełnić te książkowe luki na różne sposoby, ot choćby licznymi wystawami ilustracji wszelakich.

W tym roku tradycyjny Salon Ilustratorów i prezentację dorobku wybranego mistrza ilustracji (tym razem prace Elżbiety Krygowskiej- Butlewskiej) poszerzono też o mniejsze wystawy. Był więc i Innocenti, który tym razem nie zachwycił (ani "Wyspą Skarbów", ani "Czerwonym Kapturkiem w wielkim mieście"), była wystawa poświęcona Makuszyńskiemu (egzemplarze książek i dokumenty z prywatnej kolekcji państwa Piaseckich), była też "Zlata Stuha 2013" czyli maciupeńka wystawa laureatów czeskiej sekcji IBBY. Ogólnie ilustracji było dużo. Nie było jednak "szału". Przyzwyczaiłam się już, że rok rocznie coś mnie zaskakuje i zachwyca, że raz po raz atakują mnie odjechane pomysły młodych twórców, świeże kreski, nieznane nazwiska. Mam wrażenie, że w tym roku takich smaczków zabrakło.

No, żeby nie było tak bardzo brutalnie, to powiedzmy, że były, ale w ilości niesatysfakcjonującej. 


Zatem:

 

Powyginane postacie Dobrosławy Rurańskiej.

 

 

 

"Paskudki słowiańskie" (i nie tylko) Marii Dek.

 

 

Kolejna "Lokomotywa" do mojej kolekcji :-) Tym razem typograficzna wersja Anny Chrobak.

 


 

Błękitna "Lornetka" Veroniki Moshinkovej.

 

 

Statek jak na dłoni, wyrysowany przez Dominikę Cecylię Czerniak.

 

 

I urocze kamieniczki (ten stwór w rogu już nie) Ewy Poklewskiej - Koziełło.

 

 

I tyle.


Idę odsypiać ten intensywny czas.

wtorek, 11 marca 2014, mukla
Tagi: ilustracja

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: -EW, *.dynamic.gprs.plus.pl
2014/03/11 22:58:43
Ten stwór na ilustracji Ewy Poklewskiej Koziełło jest jest jak trzeba odrażajacy brudny i zły, bo to KATAR sam w sobie. Po ilustracjach o ile pamiętam kręciła się też obmierzła GRYPA :o)
-
2014/03/12 12:31:44
Fakt, trudno żeby był uroczy ;-)
-
Gość: , 88.220.117.*
2014/03/24 19:54:11
a tutaj link z "lokomotywą" ajaanna.blogspot.com/

Fajny blog! Gratuluję ;)
-
Gość: czerniakzły, *.icpnet.pl
2014/04/06 19:45:49
Dziękuję za miłe słowo, zapraszam "do siebie" - czerniakzly.blogspot.com - na więcej :)
Dominika Czerniak