Blog > Komentarze do wpisu
w Nibylandii

 

Już za momencik, już za chwileczkę rozpocznie się moje osobiste święto literatury i ilustracji dziecięcej, czyli Poznańskie Targi „Książka dla Dzieci i Młodzieży”. Niech no tylko otworzą bramki, a ochoczo podrepczę (pobiegłabym, ale mi nie wolno :-( ), żeby nacieszyć oko (no mam nadzieję, że tym razem nie wyjdę zawiedziona...) Salonem Ilustratorów, żeby posłuchać wykładów, przejrzeć nowości, które w tym roku mogły mi umknąć, bo w końcu już drugi miesiąc w domu siedzę. Ale zanim to zrobię mam jakąś taką niejasną ambicję, pokazać na blogu książkę, która dopiero za kilka godzin będzie miała swoją oficjalną premierę, a która z wiadomych względów (Andrzej i jego praca) trafiła do mojego domu już kilka tygodni temu.

 

To „Piotruś Pan” * Jamesa Matthew Barrie'go, pozycja, którą wydawnictwo Media Rodzina wybrało jako swoją sztandarową targową pozycję i co do której ma duże oczekiwania.


 

Muszę przyznać, że miałam z początku z Piotrusiem problem. Najpierw było wielkie oczekiwanie, głosy z wydawnictwa informowały, że to cacko będzie, że ilustracje cudne, a wydanie eleganckie, no cud miód i malina. Jednak kiedy udostępniono do wiedzy publicznej pierwsze ilustracje lekko się zawiodłam. No Disney! Disney jak tralala! A mnie jak wiadomo z taką estetyką nie po drodze**. Wielkookie, słodkie buźki utrzymane w pastelowej kolorystyce nie zachęcały. Ale potem Piotruś trafił na biurko Andrzeja i tak jakoś od jednego przekartkowania, do drugiego zaczęła się we mnie budzić pewna sympatia, a może nawet i pewnego rodzaju zauroczenie...

 

 

 

 


No bo w sumie co jest złego w takim sposobie ilustrowanie, o ile, rzecz jasna jest estetycznie wyważony. A belgijski ilustrator, Quentin Greban, może i czerpie z postdisnejowskiej estetyki, ale nie da się ukryć, że robi to bardzo umiejętnie. Wiem co mówię, bo w moim księgarskim życiu widziałam nie raz prawdziwe koszmarki, które do Disneya aspirować próbują, ale no cóż...

 

 

 

 

 

Dlatego przemyślawszy sprawę z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że wydawnictwo rację miało i najnowszy „Piotruś Pan” cackiem jest.

 

* do zdjęć wykorzystałam belgijską wersję książki. Polska mam nadzieję pojawi się w moim domu już dziś.

** ale nawet ja muszę przyznać, że podparyski Disneyland jest suuuuper!

 

piątek, 20 marca 2015, mukla

Polecane wpisy

Komentarze
2015/03/26 22:07:13
Witaj Muklo, dawno nieodwiedzana!

To jest temat, jaki mnie też nurtuje, a mianowicie wpływ estetyki Disnayowskiej na ludzi naszych czasów. W tym Piotrusiu Panu widzę jeszcze silny wpływ mangi oraz tego, co nazywam kulturą Nice, inaczej fejsbukową. Im więcej brutalności i bezwzględności naokoło nas, tym więcej przesłodzenia, tak jakby chodziło o bilans na zero.
Rozumiem Twoją fascynację. Mam wrażenie że te ilustracje są perfekcyjną wersją słodyczy i wdzięku, czyli plastra na nasze bóle.
-
2015/03/27 14:13:36
almetyno: Ostatnie zdanie w Twoim komentarzu sprawiło, że zaczęłam się rozpływać :-) Lepiej bym tego nie ujęła.
Choć cały czas sama się sobie dziwię, że mi się ten Piotruś spodobał.