Blog > Komentarze do wpisu
czarne kruki nad pyrkonem

 

    Dziś rano podczas spaceru z psem widziałam szturmowca i dwóch rycerzy Jedi (tak, mieli miecze świetlne). Gdy wczoraj szłam do sklepu po drodze minęła mnie Czarodziejka z Księżyca i Gandalf, a w kolejce przede mną z paczką ciastek stał Khal Drogo jak malowany. Po moim podwórku krążyło stado elfów ze spiczastymi uszkami, w pobliskim parku grasowała postapokaliptyczna ekipa niczym z Mad Maxa, a gdzie się nie obejrzałam napotykałam dzikie ilości mangopodobnych panienek w kusych ubrankach.

   Nie, to nie był sen. Nie, nie oszalałam. Nie mam też zwidów spowodowanych coraz większym uciskiem macicy na pęcherz. Takie rzeczy naprawdę dzieją się raz w roku w mojej okolicy i wcale a wcale mnie już nie dziwią. Cóż... uroki mieszkania w pobliżu Targów, na których już po raz kolejny odbywał się Festiwal Fantastyki Pyrkon.

   Nie powiem, obserwowanie tej barwnej maskarady sprawia mi dużo frajdy. Od lat jestem pełna podziwu dla kreatywności uczestników Pyrkonu i wprost nie mogę oderwać wzroku od ich niezwykle wymyślnych i dopracowanych w każdym szczególe przebrań. Fantastyka nie jest jednak tym, co mnie specjalnie kręci i w czym się odnajduję, więc nic dziwnego, że nie kusiło mnie nigdy, aby zakupić nietani bilet na tę imprezę.

 

  A tu proszę! Tak się w tym roku porobiło, że miałam okazję przekroczyć magiczną bramę do pyrkonowego świata fantazji. Wszystko dlatego, że zaprzyjaźnione wydawnictwo Media Rodzina poprosiło mnie o przygotowanie im targowego stoiska. Nie muszę chyba pisać, jak bardzo mnie to ucieszyło, bo jak ogólnie wiadomo, zawsze się takimi rzeczami parać chciałam. Co prawda zdarzyło mi się już raz czy dwa maczać swoje palce w przygotowaniu małego księgarnianego stoiska na targi, jednak dopiero tym razem była to pierwsza (i mam nadzieję, że nie ostatnia), poważna realizacja na dość dużą skalę, przy której w dodatku miałam pełną (no prawie ;-) dowolność i mogłam poszaleć.

  Przez kilka dni z rzędu nie robiłam zatem nic innego, tylko wycinałam złowrogą chmarę czarnych ptaszysk, które miały zawisnąć u sufitu i pracowałam nad wyklejką stoiskowego tła. Czy jestem z efektu zadowolona? Raczej tak. Oczywiście zawsze mogłoby być lepiej, ale weźcie pod uwagę fakt, że to moja pierwsza targowa próba. 

 

 

 

 

 

 

 

 

  Książki, które miały stanowić motyw przewodni stoiska to „PAX” - nowowydana seria dla wczesnych nastolatków. Utrzymane w mocno fantastycznym i dość mrocznym klimacie historie o „kruczych braciach” napisały Åsa Larsson (tak, ta Åsa Larsson od znanych i cenionych „dorosłych” kryminałów) i Ingela Korsell, a w komiksowym stylu sugestywnie zilustrował je Henrik Jonsson.

 

 

 

  Przyznaję bez bicia, jestem dość strachliwa i mroczne opowieści nie dla mnie, więc pewnie z własnej i nieprzymuszonej woli po te książki bym nie sięgnęła. Chciałam mieć jednak jakieś pojęcie by móc stworzyć spójną wizję ekspozycji, więc zabrałam się za lekturę „Pala przekleństwa” i „Grimma” - dwóch pierwszych pozycji cyklu, które się do tej pory ukazały. I dobrze, że to zrobiłam. Książki napisane są sprawnie, akcja biegnie wartko, bez zbędnego rozwlekania fabuły, bez niepotrzebnych zdań. Jest groźnie, jest strasznie, bez ugładzania, bez słodkiego pitu pitu. Autorki nie infantylizują, chciały napisać prawdziwy horror dla jedenasto – dwunastolatków i to zrobiły. Chwała im za to. Ja jestem zachwycona i już odłożyłam komplet dla mojego najstarszego bratanka.

 

niedziela, 26 kwietnia 2015, mukla

Polecane wpisy

Komentarze
2015/05/04 09:54:01
Muklo. gratulacje!
Po pierwsze bardzo dobry pomysł z ptakami, po drugie, co za odwaga (czytelnicza). Jestem naprawdę pod wrażeniem i pozdrawiam
A.