Kategorie: Wszystkie | ILUSTRACJA
RSS
poniedziałek, 25 lutego 2013
słodka Lukrecja i książę co ma jedną nóżkę bardziej

Odwiedziła mnie ostatnio Roksana Jędrzejewska - Wróbel. No dobra, nie tyle odwiedziła mnie, co księgarnię w której pracuję, ale to akurat mały szczegół - ważne, że w ogóle była. Bo tak się składa, że ja, proszę Państwa twórczość pani Roksany uwielbiam wprost bezgranicznie. Każdą jedną popełnioną przez nią książkę hołubię i wciskam rodzicom i dzieciakom kiedy tylko mogę (a z racji wykonywanego zawodu mogę często :-). I robię to bynajmniej nie z wyrachowania, a dlatego, że jest to moim zdaniem kawał dobrej literatury. Mało tego, uważam, że niektóre z tych książek powinny być lekturą obowiązkową nie tyle dla dzieci, co dla dorosłych!

Ot, choćby "O słodkiej królewnie i  pięknym księciu" - zaskakująco prawdziwa historia miłości, w której "i żyli długo i szczęśliwie" niekoniecznie jest jedynym właściwym zakończeniem. Ale o tym akurat, jak w życiu, możemy decydować sami.


 


Swoją drogą "słodka królewna..." jest chyba najładniej wydaną książką Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel. Urocze kredkowe ilustracje to dzieło Agnieszki Żelewskiej, której nota bene należy dziękować za to, że pani Roksana w ogóle pisze. A tak właśnie! Strach pomyśleć jak wielką stratą by było, gdyby pisarka nie uległa kiedyś namowom swojej drogiej przyjaciółki. 

Panie często współpracują razem. Nic dziwnego skoro się przyjaźnią to i zapewne wspólna praca idzie łatwiej i przyjemniej. Ale o ile twórczość Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel darzę miłością absolutną, toilustracje Agnieszki Żelewskiej budzą we mnie odczucia wszelakie. Ogólnie lubię i owszem, ale bez jakiegoś większego szaleństwa. Podoba mi się "Wesoły Ryjek", lubię "Diabełka" i "Małą syrenkę" też lubię, ale już np. "Gęboluda" to coś nie bardzo, choć przecież bardzo podobny w formie. Zresztą od kiedy dowiedziałam się, że ilustracje częściowo (a może wszystkie, nie wiem) powstają w programach graficznych, magia pastelowych rysowanek trochę opadła. 

Tak czy siak, ze wszystkich prac pani Agnieszki najbardziej podoba mi się rozkosznie obła królewna Lukrecja i jej wąsaty absztyfikant z dysplazją kolorowego bioderka.







poniedziałek, 18 lutego 2013
mukla prawie profesjonalna

Z Mukli jest już blogerka pełną gębą! A to za sprawą Męża najkochańszego, który sprezentował ostatnio Mukli "firmowe" wizytówki!



efektowny awers i informacyjny rewers 


Są śliczne, różowiutkie (a Mukla lubi różowy i się tego nie wstydzi)i w dodatku niezwykle profesjonalne, bo prosto z drukarni - nie żadna tam cyfra, ale offset najprawdziwszy! No normalnie jak jaki dyrektor, albo inny kto ważny! Nic tylko rozdawać na prawo i lewo! 


 

A to już sama Mukla, chociaż dla niepoznaki przebrana za Czeburaszkę :-)

Tagi: grafika
19:18, mukla
Link Komentarze (3) »
czwartek, 14 lutego 2013
love story

Dzisiaj jest taki dzień kiedy miłość wprost bucha zewsząd, to i u mnie niech sobie buchnie. Ale bynajmniej nie ta skomercjalizowana czerwono-serduszkowa, tylko ta codzienna (prawdziwa?), która objawia się choćby czułym wiązaniem krawata do pracy, czy robieniem kanapek. O, taka jak u Carla i Ellie:

 


Doprawdy nie wiem ile razy przyjdzie mi jeszcze obejrzeć ten fragment "Odlotu" zanim się uodpornię i zacznę panować nad łzami, które jakoś tak same cisną się wtedy do oczu...

wtorek, 12 lutego 2013
3:0 dla Kasika

Skoro już przyznałam się wczoraj otwarcie do mojej pokątnej działalności z zakresu organizacji imprez wszelakich, zamierzam ten temat kontynuować. A co!?

Tak się składa, że wielokrotnie tu wspominana moja droga przyjaciółka Anna oprócz męża posiada również siostrę, która to siostra, dziwnym zbiegiem okoliczności jest jednocześnie moją drogą przyjaciółką nr 2 (no i wszystko w rodzinie!).

Ale do rzeczy: jakiś czas temu, droga przyjaciółka nr 2 (nr 2 biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie kolejność alfabetyczną) - Katarzyna również obchodziła bardzo okrągłe urodziny. Co prawda było to już dość dawno, w dniach kiedy słońce świeciło od rana do wieczora, trawa miała kolor zielony, a ptaki radośnie ćwierkały, toteż cała sprawa może wydawać się mocno przeterminowana... Przyjmijmy jednak wersję, że wspominam o tym dopiero teraz, bo chciałam dać mojemu kochanemu Kasiczkowi czas na pogodzenie się z tym bolesnym faktem jakim jest trzeci krzyżyk na karku. Oczywiście agencja eventowa Troskliwa Misia dziarsko zabrała się do akcji, a jako, że pogoda była wtedy mocno sprzyjająca, stanęło na imprezie plenerowej w ogólno piknikowym anturażu. 





Tort poczyniłam w zaciszu własnej kuchni, własnymi w dodatku rękami. Wypiek ten przełamał najwidoczniej moją złą passę cukierniczą, gdyż ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu okazał się jadalny.

 

 

 

 

No to tyle w kwestii wspomnień. Proszę się nie obawiać, więcej relacji z działalności Troskliwej Misi nie będzie. Troskliwa Misia to by się może i pochwaliła tymi wszystkimi kanapkami w kształcie serduszek, czy pieczołowicie wycinanymi wąsami na słomki, bo Troskliwa Misia podczas tych wszystkich przygotowań (jak i samych imprez) robi dużo, tyle tylko, że akurat nie są to zdjęcia... W każdym bądź razie w czerwcu tego roku Troskliwa Misia osobiście przekroczy smugę cienia i choć to tej daty jest jeszcze sporo czasu już poczyniła w tej sprawie pewne działania :-)

poniedziałek, 11 lutego 2013
troskliwa misia i supermichał

Nasz kumpel Michał jest naprawdę super. Biega, pływa, gra w tenisa, startuje w triatlonach i innych takich iron menach, a w wolnych chwilach ratuje świat od zagłady :-)


To właśnie Michał w akcji. W tle poznańskie Rataje.


Jest jednak pewna rzecz, z którą nawet największy superbohater (a Michał bez wątpienia tak nam się jawi) nie jest w stanie wygrać - uciekający czas. I z tym właśnie nieubłaganym przeciwnikiem stanął ostatnio oko w oko nasz drogi przyjaciel, dzielnie przekraczając tę smugę cienia jaką są trzydzieste urodziny.

Okazja ta niesłychana wymagała oczywiście specjalnej oprawy, dlatego też moja przyjaciółka Anna, prywatnie żona Jubilata, zagnała do roboty koleżeńską agencję eventową Troskliwa Misia, która  przygotowała odpowiednie dekoracje ścienne i stołowe:


 

 

 

 

Prezent od żony - nowe wdzianko do latania nad miastem i ratowania ludzi z opresji.


Agencja eventowa Troskliwa Misia jest agencją młodą, działającą na razie w domowym zaciszu i na gruncie koleżeńskim. Domeną Troskliwej Misi są głównie wieczory panieńskie (bollywood? proszę bardzo! glamour? żaden problem!), baby showery (specjalność: torty pieluszkowe), a od jakiegoś czasu co raz to więcej trzydziestek (choćby i w duchu modernistycznym!). Troskliwa Misia jest chętna do pracy i z troską (no ba!) zajmie się każdym przyjęciem. Bo to, że Troskliwa Misia jest ze mną tożsama rozumie się chyba samo przez się :-)

Jak już będę duża, to rzucę pracę i zajmę się takimi rzeczami zawodowo :-)