Kategorie: Wszystkie | ILUSTRACJA
RSS
niedziela, 30 listopada 2014
pin up b-day party w Cuba Libre

 

Jestem niekonsekwentna. Trudno. Zaklinałam się ostatnio, że ograniczę ilość ciastek na blogu, a dziś znów na słodko. No nic na to nie poradzę, że ja ostatnio niczego innego nie robię jak tylko piekę. W dodatku zdarza mi się piec w ilości przemysłowej :-).

 


Jakiś czas temu odezwały się do mnie dziewczyny z poznańskiego latino clubu "Cuba Libre". Szykowała się impreza urodzinowa w stylistyce pin up girl i w związku z tym było zapotrzebowanie na słodkie babeczki. Duuużo babeczek! Troszeczkę byłam przerażona trzycyfrową liczbą zamówienia, ale ochoczo zabrałam się do pracy. Piekarnik chodził nieprzerwanie od 6 rano do 13. Pod koniec dnia plecy bolały mnie niemiłosiernie, a cukrowe kulki latały po całym domu, nie mniej starczyło mi jeszcze energii, żeby wskoczyć w kieckę (najbardziej pin up'ową w mojej szafie - tak sądzę ;-) i obfotografować moje dziełka. Efektem chwaliłam się już raz na muklowym facebooku. 

Okazało się jednak, że ta domowa sesja była zupełnie zbędna. W trakcie właściwej imprezy po parkiecie krążył profesjonalny fotograf, który w obiektywie, oprócz setek radośnie bawiących się gości, uchwycił też i moje piekarnicze cudeńka.

Zdjęcia są śliczne, dlatego pokazuję ;-) Pożyczyłam je z cuba librowego facebooka

 

 

Zdaje się, że goście bawili się przednio. 

 

 

Bardzo nieskromnie jestem z siebie dumna!

wtorek, 18 listopada 2014
ruffle cake

Dziś też będę Was moi mili kusiła tortem. Obiecuję, że to już ostatni raz i przez najbliższy miesiąc żadnych słodkości na blogu nie uświadczycie. Nie mogłam się jednak powstrzymać. Chęć pochwalenia się (no inaczej tego nazwać nie można) moim ostatnim wypiekiem wygrała ze zdrowym rozsądkiem, który podpowiadał: "opanuj się; za dużo cukru".

No trudno, najwyżej Was zemdli :-)

 

 

Na punkcie tzw. ruffle cake oszalałam ponad rok temu. Raz, że są śliczne, a dwa, że w smaku też im nic nie brakuje. Niestety są też niezwykle kaloryczne, bo krem na falbanki, to góra masła, ale kto by się tam takim szczegółem przejmował?

Pierwsze nieśmiałe i wybitnie krzywe próby poczyniłam majstrując przy torcie na swoje własne trzydzieste urodziny. Choć był daleki od ideału, to i tak byłam z niego dumna. Dziś nieskromnie uważam, że w fikuśnym wyciskaniu maślanych falbanek zbliżam się już do mistrzostwa. Dowodem na to niech będzie, moje ostatnie dzieło - różowiasty torcik dla pewnej małej księżniczki Amelki.

 

 

 

 

 

Gdyby jego przygotowanie nie było tak pracochłonne, to wypiekałabym

falbaniaste torty codziennie. 

 

Gdyby kogoś naszła ochota, polecam sprawdzony przepis z bloga niezawodnej Doroty Świątkowskiej.

poniedziałek, 17 listopada 2014
lego przygoda

 

Tort w kształcie klocka lego był dla mnie wyzwaniem. Prawdziwie ekstremalną przygodą. Wybujale przekonana o własnych talentach cukierniczych podjęłam się tego zadania z ochotą. No bo jak? Ja nie potrafię? Ja nie potrafię?

 


No okazało się, że jednak nie potrafię :-/ Zamiast cudnie kanciastego i smukłego lego basic, wyszedł mi rozlazły klocek duplo.

Jestem więc moim "dziełem" dość niepocieszona. Podobnych rozterek nie miał na szczęście jubilat - siedmioletni Wojtuś, a to przecież jego zdanie było w tej kwestii najważniejsze. 

 

 

 


niedziela, 16 listopada 2014
zachmurzenie umiarkowane

 

Obsesja chmurek trwa w najlepsze!



 

Moja przyjaciółka Anna, która niedawno została mamą, poprosiła mnie o przygotowanie zaproszeń na chrzest swojej maleńkiej córeczki Julki. Sprawiła mi tym dużo radości, bo co jak co, ale w papierze grzebać lubię. Nawet nie musiałam specjalnie długo dumać nad projektem, bo od razu wiedziałam, że motywem przewodnim po raz kolejny uczynię chmurki. 

 

 

 


Tak bardzo spodobał mi się patent, który wykorzystałam na urodzinkach słodkiej Ninki, że postanowiłam zaadaptować go na potrzeby Juleczkowych zaproszeń. Anna, no cóż, swoją wizję miała i z początku na chmurki trochę nosem kręciła, ale ostatecznie osiągnęłyśmy kompromis. To znaczy, ona myśli, że osiągnęłyśmy, bo tak naprawdę to postawiłam na swoim ;-) Co prawda do końca nie byłam pewna, czy gotowe zaproszenia zadowolą moją wybredną przyjaciółkę, ale wczoraj mogłam odetchnąć z ulgą - chmurki zostały zaaprobowane.

 


Nauczać w tej materii nie będę - rzecz jest prosta jak drut. Wycinasz chmurkę i naklejasz. Ot co! A jak się komuś nie chce z papierem i wstążką bawić, to zawsze może zlecić sprawę mnie ;-)