Kategorie: Wszystkie | ILUSTRACJA
RSS
środa, 24 grudnia 2014
życzę

 

Zaliczam ostatnio drastyczny spadek formy, całymi dniami najchętniej bym spała (czy to jeszcze przesilenie?), toteż i na blogu tyle mnie co na lekarstwo. Nie będzie więc świątecznych wypieków i poowijanych w śnieżynkowy papier prezentów. Będą za to życzenia. Bo życzenia rzecz ważna, być muszą!

 

Mili moi, wszystkiego dobrego na ten świąteczny czas. Spokoju, radości, rodzinnego ciepła. Nie przejadajcie się zbytnio i wyśpijcie (o tak!) porządnie ;-)

 

Pięknych Świąt życzą Wam Mukla, Andrzej i ich kudłata bestia (której przecież nie mogło zabraknąć na tegorocznej "rodzinnej" kartce świątecznej ;-)) 

 

poniedziałek, 08 grudnia 2014
for.rest

 

Lubimy sobie raz na jakiś czas spędzić weekend w jakimś miłym dworku tudzież pałacyku. I to zupełnie bez okazji. Takie wielkopańskie zapędy mamy, choć przodkowie nasi to raczej za pługiem chodzili niż melby na salonach jedli ;-)

 


Minioną sobotę i niedzielę bawiliśmy zatem w podpoznańskich Kobylinikach. Byliśmy tam jakiś czas temu na jednodniowej wycieczce i spodobało nam się na tyle, że postanowiliśmy wrócić na dłużej. Pałacyk jest urokliwy, odremontowany co prawda już lata temu, ale nie straszy. Otacza go niewielki park, co wydawało się dość istotne dla naszej bestii, bo mogła hasać do woli (tyle tylko, że nie miała akurat ochoty). Nauczeni doświadczeniem z wcześniejszych pobytów upewniliśmy się, czy nie szykuje się tam jakaś impreza i o dziwo okazało się, że jesteśmy w tych dniach jedynymi gośćmi. No szał, cała służba na nasze rozkazy ;-). W restauracji na kolacji też tylko my. Dość upiorne uczucie, ale jedzenie przepyszne.

 


 

 

Do Kobylnik pojechałam zupełnie nie po królewsku, bo w kaloszach. Zabrałam też ze sobą koszyk pełen porcelany, którą zamierzałam obfotografować.

 


 

Mówi się, że kubek to najbardziej uniwersalny prezent. Zawsze jest nań zapotrzebowanie i zawsze można wybrać model adekwatny do okazji. Cóż... śmiem się z tym nie zgodzić. Bo ja w kwestii kubków bywam wybitnie wybredna. Muszą mieć określoną pojemność i kształt, nie mogą być zrobione ze zbyt grubej (ani zbyt cienkiej) porcelany, fajans też nie wchodzi w grę. Komputerowy nadruk nie jest mile widziany - chyba, że zachwyci (Orla Kiely!), a uszko, rzecz jasna musi być odpowiednio wyprofilowane. Wydziwiam? E, nie... Powyższe kryteria idealnie spełniał mój dotychczasowy komplet malowany w wielkie grochy. Niestety, naczynia mają to do siebie, że lubią się tłuc...

Zdarzyło się więc, że przez ostatnie miesiące żyliśmy o dwóch kubkach, bo wszystkie pozostałe potraciły uszka. Niby wystarczy, gorzej jak przychodzą goście. Na nowe nie umiałam się zdecydować, bo wszystkie były „nie takie”. Andrzej już zaczął wygrażać, że pójdzie i kupi pierwsze lepsze. No nie było zmiłuj...

I kiedy już zdawało się, że przyjdzie nam pić herbatę w słoikach, internet objawił mi porcelanę młodej polskiej marki For.rest. To było to, czego szukałam. Pokochałam te krzywe liski i wiewiórki, rysie, misie, boberki i dziki, a szopa to już chyba najbardziej, dlatego bez wahania zamówiłam cały komplet (+ dwa na wszelki wypadek, gdyby tamte się stłukły). Uproszczone, ale nie pozbawione uroku wizerunki leśnych mieszkańców narodziły się w głowie Dagmary Malacy. Każdy kubek malowany jest przez autorkę ręcznie, co czyni poszczególne sztuki, mimo konkretnego wzoru, niepowtarzalnymi. Wzory są utwardzane, więc (mam nadzieję) nie zetrą się zbyt szybko.

 


 

 

 


Teraz nasza codzienna przerwa na kawę odbywa się w iście leśnym klimacie ;-)

 

Leśne kubki, filiżanki i miseczki można sobie nabyć na Pakamarze lub Showroomie.