Kategorie: Wszystkie | ILUSTRACJA
RSS
sobota, 31 marca 2012
słoniątko

Ostatnio bardziej mi się nie chce aniżeli chce. To ogólne rozleniwienie (które zrzucam na karb wiosennego przesilenia, bo na coś zrzucić trzeba) spowodowało też niemały zastój blogowy. Nie mogę jednak zawieść mojej najwierniejszej czytelniczki jaką jest moja droga Teściowa, która z utęsknieniem wyczekuje nowych postów, dlatego zanim zmuszę się do napisania czegoś bardziej kreatywnego, podzielę się zdjęciem, które od rana wpawiło mnie w radosny nastrój. 

 

zdjęcie z cudacuda.pl


Andrzej stwierdził, że zamieszczanie na blogu zdjęcia uśmiechniętego słonika jest mega infantylne. Skoro jednak jestem na tyle infantylna, że raz po raz zaglądam do tych idiotycznych artykułów typu "10 uroczych zwierzaków - zobacz jakie słodkie", to pokazanie tutaj jednego wesołego słoniątka (a jak wiadomo do słoniątek mam pewną słabość) nie jest znowu aż takim wykroczeniem.

poniedziałek, 26 marca 2012
śnieżycowy jar

Wycieczkę do Śnieżycowego Jaru planowałam od dawien dawna, właściwie od kiedy tylko związałam swoje losy z Poznaniem. Jednak przez te osiem a może i dziewięć lat byłam niczym Sójka z wierszyka Brzechwy, co to wybierać się wybiera, ale jakoś wybrać się nie może (choć Sójka ostatecznie miała jednak dalej, bo aż za morze, a mnie trzeba było tylko pod Murowaną Goślinę). No, tak się jakoś pechowo składało, że w czasie kiedy rezerwat prezentuje się najpiękniej, czyli w okresie zakwitania śnieżyc, zawsze było mi tam nie po drodze. W tym roku się jednak zawzięłam i jak tylko doszły mnie słuchy, że śnieżyce zaczęły już wystawiać swoje łepki do słońca, z małżonkiem u boku, aparatem na szyi i foliową płachtą (przezornie, w razie błotka) w kieszeni wybrałam się wreszcie do wsi Starczanowo, paść na kolana (a momentami rozpłaszczyć się całkowicie) przed tym białym kwieciem zwiastującym wiosnę.



 

 

Śnieżyca wiosenna to taki mały, biały kwiatek, który swoim kształtem przypomina abażur secesyjnej lampy (choć pewnie jest odwrotnie). Wiosną - na przełomie marca i kwietnia, dziesiątki, a może i setki tysięcy tych delikatnych (niech Was nie zwiodą - są trujące) kwiatków pokrywa niezwykle malowniczo wąwóz znajdujący się na terenie Nadleśnictwa Łopuchówko. Uroda miejsca to jedno, ale cała anomalia w tym, że śnieżyca jest kwiatkiem typowo górskim i prędzej można ją spotkać w Sudetach i Karpatach niż na Niżu Polskim.  A tutaj, o proszę! i to ile! 



 

 

 

 

Tagi: miejsca
22:55, mukla
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 marca 2012
u Działyńskich

Dzisiaj pierwszy dzień wiosny! Wreszcie przyszła i to bez jakiegoś specjalnego zaskoczenia. Już poprzedni weekend, mimo że astronomicznie jeszcze zimowy, stanowił piękne wiosenne preludium. Korzystając więc z przyjemnej aury i równie przyjemnego towarzystwa (że też nie mamy ich dość...) postanowiliśmy wybrać się na małą wycieczkę krajoznawczą z cyklu "piękna nasza Polska cała". Naszym weekendowym celem stał się tym razem podkaliski Gołuchów. 


 

Jeśli ktoś miałby ochotę na odrobinę architektonicznego szyku nawiązującego do słynnych na całym świecie zamków znad Loary, to Gołuchów jest idealnym miejscem aby te pragnienia urzeczywistnić bez konieczności wybierania się do Doliny Loary. Główną (ale nie jedyną) atrakcją tej niewielkiej wsi jest właśnie zamek odbudowany w stylu francuskiego renesansu. Nie będę się tutaj rozpisywać o nieco burzliwej historii tej imponującej budowli (żaden ze mnie historyk - inni są w tym temacie lepsi) - dość powiedzieć, że zamek często zmieniał właścicieli, popadał w ruinę i był wielokrotnie przebudowywany. Ostatnią właścicielką zamku była Izabella z Czartoryskich Działyńska i to ona za punkt honoru przyjęła sobie uczynienie w budynku jednego z lepszych w ówczesnych czasach muzeum. Dzisiejsze zbiory podobno nijak się mają do tych z XIX w., ale wnętrza i tak robią przyjemne wrażenie.

(Ze zdjęciami bieda - karta odmówiła współpracy i tylko nieliczne udało się odzyskać)


 

 

 

 

 

 

Wokół zamku rozpościera się rozległy park (z pokaźnym arboretum) zaprojektowany dla odmiany w stylu angielskim (czyli chaos kontrolowany). Na obrzeżach parku mieści się zagroda tak nielicznie dziś występujących w Polsce żubrów.


 

Na terenie parku mieści się też Ośrodek Kultury Leśnej i (jedyne w Polsce) Muzeum Leśnictwa, do którego jednak nie zawitaliśmy, bo jakoś tak niekoniecznie lubię oglądać zdechłe zwierzęta, które udają, że są żywe. Z tego samego powodu zrezygnowałam z kawy w muzealnej kawiarni, a kto mnie zna to wie, że z czego jak z czego, ale rezygnacja z kawy przychodzi mi ciężko. Jakoś nie umiałabym czerpać kofeinowej przyjemności z pierzastym truchłem (w ilości ogromnej) nad sobą.

Jako że cała nasza czwórka chciałaby uchodzić za osoby twórcze to na nocleg zatrzymaliśmy się w Domu Pracy Twórczej - dawnym domu zarządcy folwarku, który ulokowany jest na skraju gołuchowskiego kompleksu pałacowo-parkowego, przysłowiowy rzut beretem od wszystkich atrakcji. 

Tagi: miejsca
23:42, mukla
Link Komentarze (2) »
sobota, 17 marca 2012
krajobraz wielostronnicowy

Dawno nie "pocięłam" tutaj żadnej książki, toteż nadrabiam:


 

 

Nie, nie pomyliłam się, to nie są zdjęcia z folderów turystycznych - to właśnie książkowe dzieła kanadyjskiego artysty Guya Laramee. W jego rękach skazane na zapomnienie opasłe tomiska przemieniają się w górzyste krajobrazy i skalne świątynie.


 

 

 

 

Te szczegółowo i misternie wykonane rzeźby mają świadczyć o erozji kultur, które tak samo jak natura, pod wpływem czynników zewnętrznych cały czas kształtują się na nowo, a czasami wręcz zanikają. Zresztą jest to problem, który Laramee porusza w swojej szerokiej (bo nie tylko rzeźbi i maluje, ale jest również reżyserem i kompozytorem, a czasem nawet coś napisze) twórczości nieustannie od jakiś 25 lat. Dwie prezentowane przeze mnie serie, "Biblios" i "Great Wall" mają zmusić do zadumy nad przyszłością ksiązki. Dużo się teraz o tym mówi -  czy w dobie ciągłego doskonalenia się elektroniki, kiedy to na rynku pojawiają się pojemne treściowo i lekkie ebooki, książka w swoim najbardziej klasycznym, czyli papierowym wydaniu ma jeszcze jakieś szanse? Mnie osobiście, żaden ekranik nie zastąpi szelestu przewracanych kartek i te specyficznego zapachu (kurz?), który charakteryzuje zwłaszcza te, które już swoje na półkach odleżały.


 

 

 

poniedziałek, 12 marca 2012
ta pani od tego pana

Kiedy w sobotę zadzwoniła Ala z pytaniem czy Andrzej posiada płytę "Warpaint" zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że bladego pojęcia nie mam i nic mi to nie mówi... Niewiele pomogłam, ale płyta została zakupiona i dobrze, bo okazała się bardzo trafionym prezentem, który niezwykle ucieszył jubilata. Mnie zresztą też ucieszył, bo jak się okazało jakieś blade pojęcie jednak miałam, z tą różnicą, że w mojej głowie grupa ta nosi nieco inną nazwę, a konkretnie: "zespół tej pani, która była kiedyś z tym panem, który był kiedyś w Red Hot Chilli Peppers". I co gorsza, ja naprawdę używam tego określenia.


 

Ta pani co to kiedyś z tamtym panem (Johnem Frusciante) to Emily Kokal i to właśnie ona razem z koleżankami z dzieciństwa, Theresą Wayman i Jenny Lee Lindberg założyła w Los Angeles  "Warpaint".  Potem się trochę pozmieniało i do zespołu dołączyła jeszcze grająca na bębnach (i to jak!) Stella Mozgawa.



Jak widać można lubić coś nie wiedząc, że się to lubi...

P.S. Mam jeszcze dopisać (na prośbę Andrzeja), że John Frusciante poza odwalaniem chałtury w "Red Hot Chilli Peppers" zagrał przede wszystkim w zespole "Ataxia". No to dopisuję, choć ja tam akurat Papryczki lubię...

Tagi: muzyka
20:24, mukla
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2