Kategorie: Wszystkie | ILUSTRACJA
RSS
sobota, 30 marca 2013
jajeczny alfabet

 

Pomalowałam jajka. Biorąc pod uwagę panujące okoliczności, nie zrobiłam nic wyjątkowego. Jak co roku włożyłam w to malowanie masę serca i jak co roku nie jestem w pełni zadowolona z końcowego efektu.

Tegoroczne jaja miały odzwierciedlać moje zamiłowania typograficzne, uwielbienie do barwnych plam i fascynację blogiem niejakiej Jordan, z którego czerpię nieustanne inspirację, a czasami bezczelnie zżynam pomysły (choć pogodziłam się już z faktem, że do pięt jej nie dorastam). Wyszło jak wyszło, nie tak znowu źle, dlatego pokazuję życząc jednocześnie duuuużo słońca na ten świąteczny czas.




piątek, 29 marca 2013
salon ilustratorów 2013

Nie, nie, nie, absolutnie nie zapomniałam o tegorocznych Targach Książki Dla Dzieci i Młodzieży. Jak zawsze pobiegłam na nie chyżo i ochoczo, aby pod pozorem zawodowych obowiązków usatysfakcjonować swoje wewnętrzne dziecko. I choć targi w tym roku były niezwykle małe (oj tracą na znaczeniu, tracą), a nowych, ładnych i nieznanych mi książek było jak na lekarstwo, to nie narzekam, bo jak ogólnie wiadomo, tym co mnie tam ciągnie najbardziej (poza firmowym stoiskiem rzecz jasna), są oczywiście towarzyszące imprezie wystawy ilustracji książkowej. W zeszłym roku co prawda troszkę na nie grymasiłam, fakt, widać moje wewnętrzne dziecko jest dość wybredne, tym razem jednak wyszłam wielce ukontentowana, bo wśród ogromu wszelakich obrazków znalazłam sporo takich, które z chęcią bym przygarnęła.

Ilustratorką, która w tym roku została wyróżniona wystawą indywidualną była Krystyna Lipka-Sztarbałło, nie ukrywam jednak, że nie szaleję jakoś specjalnie za jej pracami i że zdecydowanie więcej emocji wzbudził we mnie tradycyjny już Salon Ilustratorów i pokonkursowa wystawa prac studenckich "Książka dobrze zaprojektowana".

Ostatni przejawiam wprost niebywałe zamiłowanie do różnakich plam, dlatego też wielce upodobałam sobie tryskające wprost barwami prace Patrycji Juszczak:

 

 

 

 i nieco mniej kolorowe, ale równie plamiaste obrazki Karoliny Krawczyk:

 

 

dość długo zatrzymałam się przy ilustracjach do "Pana Wietrzyka" autorstwa Eweliny Wajgert:

 

 

 

uroczy "Ptaszek z łowickiego ornamentu" Kingi Limanowskiej:

 

 

 

i  jej równie ludowy "Chrząszcz":

 

 

 

międzygalaktyczny "Bazyli leci w kosmos" Alicji Nikodem:

 

 

Żywia ze "Starej Baśni" Marianny Jagody:

 

 

 Amrei Fiedler:

 

 

Jednak chyba najbardziej upodobałam sobie prace Ewy O'Neill, które w pewnym stopniu przypominają mi moje ulubione ptasie wizerunki Charleya Harpera.

 

 

 

poniedziałek, 18 marca 2013
prezent mocno wystrzałowy
Czas płynie, lata lecą, małżonkowi memu przybył rok kolejny. Na pocieszenie dostał zatem prezent - przenośną girlandę urodzinową:



Naszego modela ubrała firma odzieżowa  less more fashion ;-)




Prezent w dodatku mocno wystrzałowy i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo pod enigmatycznym  piff-paffem kryje się karnet na strzelnicę. 









Gdyby ktoś posądzał mnie właśnie o nagły przypływ wybitnej kreatywności, to uroczyście donoszę, że inspirację czerpałam od Jordan.
środa, 13 marca 2013
360° radości

Jestem wstręciuchem! Wstrętnym wstręciuchem nad wstręciuchami. Bezczelnie podkradłam Agnieszce przedmiot wpisu. Możliwe, że będzie się na mnie za to troszkę gniewać, ale cóż... zaryzykuję. Najwyżej udobrucham ją potem jakimś ciastkiem, bo ciastko zawsze działa. Myślę, że bomba rumowa da radę. O tak, w tym konkretnym przypadku bomba rumowa zdecydowanie będzie najbardziej skuteczna. Warto poświęcić choćby największą (z wiórkami kokosowymi posypką rzecz jasna), aby bez wyrzutów sumienia pokazać fantastyczne projekty japońskiego grafika i projektanta Yusuke Oono.

O, te właśnie:



Że niby zwykłe książki? Nic bardziej mylnego! Pod pełną prostoty nowoczesną okładką kryją się cuda. Wystarczy ją troszkę uchylić, aby odsłonić ukrytą na kartach niesamowitą wielowymiarową historię. Z wnętrza tych niewielkich (niewiele większych od dłoni) książeczek wyskoczą na nas lwy, żyrafy, myszy polne tudzież... królewna Śnieżka ze swoimi kompanami! A wszystko to w trójwymiarze ze wszech stron! 





Zdjęć będzie dużo - bo wszystkie są piękne. A jak komuś jest ich jeszcze za mało to odsyłam na stronę autora, tam nastrojowych wizerunków tego projektu jest dużo, dużo więcej.









Projekty Yusuke Oono są po prostu zachwycające. Czy tylko mnie rozłożone książeczki kojarzą się z karuzelami? Takimi, wiecie, jak ta na paryskim Montmarcie. 

sobota, 02 marca 2013
koniec kolosa

 

Już dawno żadne zdjęcia nie zrobiły na mnie tak dużego wrażenia jak fotoreportaż Tomasza Gudzowatego o rozbieraczach statków w Bangladeskich "stoczniach". Ogromne, ważące tysiące ton kadłuby rozkładane są tam kawałek po kawałku, w ciężkich i niebezpiecznych dla robotników warunkach. Siedzę i patrzę, a wielkie WOW dla fotograficznego kunsztu, aż samo ciśnie się na usta.

 

 

 

 

 

pełen reportaż tutaj: http://www.gudzowaty.com/#/essays/4

Zdjęcia Gudzowatego fascynują mnie nie od dziś. Uważam, że jest chyba najlepszym polskim fotografikiem, a zdaniem Andrzeja, z powodzeniem może się równać z tak wybitnym fotografami humanistycznymi jakimi byli  Kertesz, Cartier-Bresson czy mój ulubiony Doisneau. Nie rozumiem zatem, czemu tak często pod artykułami o jego osiągnięciach można wyczytać tyle hejterskich komentarzy, że wszystko to zasługa takiego, a nie innego tatusia i że to zapewne on, wielki biznesmen stoi za wszystkimi sukcesami synalka. Cóż... Pewnie i tatuś kupił pierwszy aparat i być może od razu było to Hasselblad, ale tak niezwykłej umiejętności wychwytywania chwil, TAKICH chwil to już chyba w żaden sposób nie załatwił. W końcu Word Press Photo przyznają za coś więcej niż rodzinne koligacje, a jak wiadomo Gudzowaty nie raz (nie dwa) był już laureatem tego prestiżowego konkursu. 

Zdjęciom Gudzowatego towarzyszy reportaż Witolda Szabłowskiego, do którego to od czasu lektury "Zabójcy z miasta moreli" mam niezwykle wiele szacunku.