Kategorie: Wszystkie | ILUSTRACJA
RSS
sobota, 30 kwietnia 2011
szydełkowa Katastrofa

 

Kaczka Katastrofa. I Pypeć i Pan Kuleczka... Znowu oni?

Tak sobie pomyślałam, że skoro już jestem dziś w temacie, to pokażę jeszcze tę nietypową rodzinkę w wersji przestrzennej. 



Te włóczkowe cuda wyszły spod szydełka pewnej Kasi B. 

Jeżeli ktoś chciałby przygarnąć do domu taką wesołą gromadę, to może zamówić figurki (w dowolnych kolorach!) na stronie kropki

porządek, porządek, to wróg zwierządek!

 

Kto zna Pana Kuleczkę i jego ferajnę, temu tytułowa maksyma nie jest obca, a kto nie zna (choć nie wierzę, że są tacy) to koniecznie musi to niedociągnięcie nadrobić... 



Prawda jest taka, że jak ktoś choć raz zostanie wciągnięty w świat Pana Kuleczki, Psa Pypcia i Kaczki Katastrofy, ten zostaje "zakuleczkowany" na amen (i proszę mi wierzyć, bywa to zaraźliwe). Osobiście byłam świadkiem (więc nie kłamię), kiedy po spotkaniu z autorem książek Wojciechem Widłakiem, podchodzili do niego rodzice i dziękowali mu za powołanie do życia tych sympatycznych bohaterów, którzy tak cudnie wyjaśniają dzieciom zawiłości świata. Bo Pan Kuleczka to rodzinne filozofowanie. 



Wizerunek kuleczkowej ekipy zawdzięczamy wyobraźni ilustratorki Elżbiety Wasiuczyńskiej. To właśnie wymalowana przez nią kolorowa ekipa wizualnie definiuje bohaterów w naszej świadomości. Ilustracje do książek Widłaka to gwasze na papierze, ale Wasiuczyńska nie stroni też od innych technik (akryle, kolaże, patchworki) Tak się miło złożyło, że pani Elżbieta odwiedziła wczoraj księgarnię w której pracuję i poprowadziła tam mini warsztaty plastyczne dla najmłodszych.



A żeby nie było zbyt monotematycznie (nie samym Panem Kuleczką artystka stoi) to pokażę jeszcze ilustracje do "Królowej śniegu":



A teraz życzę ciepłego weekendu i uciekam do swoich obowiązków, bo jak mawia wielki myśliciel Pies Pypeć:

"Wielu ludzi ma zegarek i kalendarz, ale niewielu ma czas"


Dla ciekawskich wywiad z ilustratorką tu i tu

sobota, 23 kwietnia 2011
moja kolekcja

 

Jakiś czas temu (może rok, może dwa), pod wpływem lektury pewnego artykułu w Rymsie, postanowiłam, że zacznę zbierać pocztówki z obrazkami popularnych ilustratorów. Niestety, mam chyba za mało cierpliwości do szperania po antykwariatach, więc prezentowana poniżej kartka świąteczna, stanowi (jak na razie) 100% mojej kolekcji. 

Wielkanocne życzenia z wizerunkiem rumianej Łowiczanki autorstwa wybitnego plakacisty Zbigniewa Kai niejaka pani Ewa wysłała w kwietniu 1969 roku na ul. Staliningradzką w Poznaniu. Pocztówka idealnie wpisuje się w aktualną świąteczną tematykę, toteż za Panią Ewą przepisuję i życzę wszystkim Zdrowych i Wesołych Świąt Wielkanocnych!


 

 

poniedziałek, 18 kwietnia 2011
filmowa ceramika

 

W ubiegły weekend odwiedziłam moją rodzinną miejscowość. Traf chciał, że akurat odbywał się tego dnia kiermasz rękodzieła zorganizowany przez włocławskie muzeum etnograficzne, więc razem z mamą obowiązkowo musiałyśmy tam zajrzeć.  Chciałam znaleźć coś dla siebie, jednak prezentowane przedmioty trochę mnie rozczarowały. Ja rozumiem, że to był kiermasz wielkanocny, więc zatrzęsienie małosolnych baranków, pisanek, palemek etc... było jak najbardziej na miejscu, ale w większości wszystko do siebie takie podobne. Tak czy siak, cieszy mnie jednak, że takie imprezy są w moim mieście organizowane i przyciągają wielu mieszkańców.

Wśród wszystkich stoisk to z bolimowską ceramiką wydało mi się najbardziej interesujące.



Rodzinny warsztat garncarski państwa Konopczyńskich istnieje od blisko 200 lat. Już szóste pokolenie garncarzy formuje naczynia ręcznie na tradycyjnym stole garncarskim. Cały proces produkcji (formowanie, suszenie, wypiekanie, szkliwienie...) trwa ok. 2 tygodni.

Tradycyjna ceramika z Bolimowa, to tzw. "biała robota", zdobiona z jednej strony motywem roślinnym a z drugiej charakterystycznym wizerunkiem ptaszka.




Interesujące są również naczynia wykonane metodą flamerowania. Kolorowe szkliwo tworzy charakterystyczne zacieki. Wygląda to trochę tak jakby z naczynia uciekała farba - uroczy efekt.



Troszkę teraz żałuję, że nie zdecydowałam się ostatecznie na żaden kubeczek (zdrowy rozsądek podpowiadał, że mam w domu za dużo kubeczków ;( ), zakupiłam za to miniaturowe dwojaczki na przyprawy, które na pewno znajdą się w tegorocznym koszyczku ze święconką.



Naczynia Państwa Konopczyńskich zagrały również w wielu polskich filmach. Pojawiały się na stołach m.in. w "Krzyżakach", "Panu Tadeuszu", "Wiedźminie", "Ogniem i mieczem".

Zdjęcia pochodzą ze strony Warsztatu a także ze sklepu Folkstar, gdzie można bolimowskie naczynia nabyć.

niedziela, 17 kwietnia 2011
z wizytą u Wilkonia

 

Zazdroszczę własnemu mężowi. I to czego? Pracy! No może nie pracy w sensie dosłownym, ale możliwości jakie ona stwarza. A możliwości te są nie byle jakie, bo spotykanie interesujących osób bynamjmniej byle czym nie jest.

Ostatnio dane mu było współpracować z Józefem Wilkoniem, guru polskiej ilustracji. Obrabiał i składał książkę Ulfa Starka "Mały Asmodeusz", do którego to Wilkoń popełnił ilustrację. Andrzej spędził cztery dni w jego domu/pracowni w Zalesiu Dolnym. Praca do najlżejszych nie należała, pracowali po kilkanaście godzin na dobę wspólnie projektując książkę. Podobno Wilkoń jest niezwykle serdecznym, bezpretensjonalnym człowiekiem (co u artystów nie jest oczywiste) - nie poznałam Wilkonia, więc nie wiem, ale skoro Andrzej tak twierdzi, to nie mam powodów by mu nie wierzyć :)



Małej mnie sprzed lat, wszelkie pracownie artystów jawiły się jako miejsca magiczne, pachnące farbą i kurzem, pełnym tajemniczych zakamarków w których czają się różne ciekawe rzeczy, gdzie na każdym kroku stoją kolorowe słoiczki z farbą i Bóg wie co jeszcze... I wiecie co? Aż tak bardzo chyba się nie myliłam.

Tak wygląda pracownia Wilkonia. I jak tu nie pałać zazdrością...







Pan Józef przy pracy




i efekt tejże


Można by rzecz, że ilustracje do "Małego Asmodeusza" prezentuję (za zgodą artysty) przedpremierowo (szybciej zrobił to tylko Andrzej) - książka dopiero się ukaże.




A to już skatalogowane ilustracje do "Kici kici miau"



Ogród otaczający dom pełen jest rzeźb artysty





Jeden z ulubionych motywów artysty



Nie, to nie śnieg w kwietniu. Te zdjęcia zrobione były podczas zimowej wizyty Andrzeja w Zalesiu w zeszłym roku.





Od zeszłorocznej wystawy artysty na Targach Książki marzyła nam się wilkoniowska rzeźba. Najbardziej podobały mi się metalowe rybki i drewniane pieski (i jeszcze krokodyl!). Czasami marzenia się spełniają :)

Ta dam! Prezent od Józefa Wilkonia:



Rybka już znalazła swoje miejsce w naszej kuchni.



Teraz jeszcze tylko marzy mi się obrazek ;) najlepiej z "Księgi Dżungli", może i to się kiedyś spełni...

 
1 , 2