Kategorie: Wszystkie | ILUSTRACJA
RSS
poniedziałek, 23 czerwca 2014
córeczka tatusia



Spotkałam się kiedyś z żartobliwym (tak myślę) określeniem, że ojciec zawsze jest domniemany. Cóż... w przypadku mojego jakiekolwiek wątpliwości nie wchodzą w grę - jesteśmy zbyt podobni. I nie chodzi mi tu tylko o podobieństwo fizyczne, choć i to jest ponoć znaczne. Podobnie myślimy, podobnie robimy i nawet wadę wymowy (wadę? jaką wadę? toć to sam atut!) mamy taką samą.

Mój Tato w genach przekazał mi dużo swoich zalet, ale też (nie da się ukryć) i sporo wad. Oboje uwielbiamy wycieczki i naprawdę niewiele nam trzeba, żeby gdzieś się ruszyć. Wspólnie przejawiamy zamiłowanie do dobrego jedzenia, co niestety dla obojga bywa zgubne. Dzielimy też tę irytująca przypadłość trzaskania zdjęć na prawo i lewo. Moje plastyczno-artystyczne zamiłowania to zresztą też po nim. A to tylko wierzchołek lodowej góry naszych podobieństw... Od zawsze słyszałam od Mamy, że gramy z Ojcem w jednej orkiestrze. Ba! nawet więcej, my ponoć dmuchamy w tę samą trąbkę! Tylko miłości do wody nie odziedziczyłam. 


A w związku z tym, że dziś właśnie jest Dzień Ojca wyznam otwarcie i publicznie: tak, jestem „córeczką tatusia” i wcale a wcale się tego nie wstydzę!

 

 

Sto lat Tato!

poniedziałek, 16 czerwca 2014
z Cudaczkiem na Madagaskar

 

Z lekkim opóźnieniem, ale z nie mniejszą niż zwykle radością donoszę, że nowy numer "Cudaczka" jest już w sprzedaży. Jako że wakacje tuż tuż, jest to numer o tematyce wybitnie turystycznej. Podróż na daleki Madagaskar, w polskie góry, czy pod wieżę Eiffla nie zajmie dłużej niż przerzucenie strony (żaden przewoźnik tego nie zapewnia!). Nie trzeba się będzie pakować, zaszczepiać, ani stać w kolejce po wizę - odpadną wszelkie niedogodności związane z podróżowaniem, bo z najnowszym "Cudaczkiem" można zwiedzić świat siedząc w ulubionym fotelu. O!

 

 

Nie jest też już tajemnicą, że Cudaczek podróżniczego bakcyla załapał na fest. Już niedługo ten sympatyczny stworek wraz ze swoimi przyjaciółmi (i z małą pomocą Mukli ;-), zabierze dzieciaki w szaloną podróż dookoła globu. Pełna parą rusza bowiem nowy "cudaczkowy" projekt o wdzięcznej nazwie "Planeta Odkrywców", dzięki któremu dzieciaki będą mogły zgłębiać wiedzę o świecie i wirtualnie podróżować w jego najodleglejsze zakątki. Brzmi dobrze? Bo jest dobre! Po szczegóły odsyłam zatem na stronę Planety Odkrywców.


To była reklama ;-) 

czwartek, 12 czerwca 2014
tamtego lata o tej samej porze...

 

Od jakiegoś czasu blog ten niebezpiecznie zaczął dryfować w stronę prywaty. Coraz rzadziej pojawiają się na nim cudne twory zdolnych rąk z całego świata, a różności typu rzeźby z kredek, czy papierowe wycinanki zastąpiła moja własna gęba, mój własny pies, moje własne wypieki... Nie do końca taki był plan, ale tak jakoś wyszło i już nie umiem tego odkręcić.

Zatem dzisiaj pochwalę się zdjęciem ślubnym. Nie bez powodu rzecz jasna. Dokładnie pięć lat temu ślubowałam mojemu mężczyźnie miłość aż po grób i jak na razie się tego trzymam ;-)




Pięć lat w małżeństwie, w sumie razem już dekada - niby wcale nie tak dużo, a jednak... Czasem się zastanawiam jak to się dzieje, że po tylu latach mamy jeszcze o czym rozmawiać ;-)


A żeby prywata była jeszcze większa, to... dokładnie trzydzieści dwa lata temu:

 

 

 

Tę panią na zdjęciu też już znacie :-)

Tagi: dom
22:41, mukla
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 czerwca 2014
hochglance

 

Na ostatnie urodziny mąż sprezentował mi bryłkę węgla kamiennego. Bryłka była elegancko wyglancowana i miała w pakiecie dołączony łańcuszek, dzięki czemu mogłam ją sobie efektownie uwiesić u szyi. Co prawda nie jestem pewna, czy prezent nie był aluzją, że jestem na tyle leciwa, że starszy ode mnie to już tylko węgiel i nic więcej... W każdym razie, po Poznaniu lansuję się teraz w iście śląskim stylu! 

 

 

 

 


Bo węgiel, wiadomo - jak to węgiel, przyjechał do mnie ze Śląska. Dokładnie z Katowic, gdzie swoją siedzibę ma pracownia bro.Kat, która to za mój nowy wisior jest w pełni odpowiedzialna. bro.Kat to właściwie studio architektoniczne, jednak gdzieś tam na boku swojej działalności zaczęła się parać produkcją biżuterii - i dobrze, bo trzeba przyznać, że ładne rzeczy z bro.Katu wychodzą. Za projekty odpowiedzialne są trzy panie: Bogna Polańska, Roma Skuza i Kaja Nosal, które jako prawdziwe lokalne patriotki, inspirację czerpią z regionu. W swoich pierścionkach i kolczykach zamiast pereł czy brylantów osadzają specjalnie spreparowane węgielki. Czarne złoto - tak na bogactwo regionu mówią Ślązacy. Efektowne, trzeba przyznać.

 

zdjęcia powyżej są autorstwa Radosława Kaźmierczaka

 

Jak można się domyśleć, każdy jeden egzemplarz jest niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Po odłamaniu z większego bloku, bryłka jest odpowiednio preparowana. Jak? Ciężko powiedzieć, grunt, że nie brudzi. Ostatnio, przez dzień cały nosiłam moje nowe cudo na białej bluzce i nic, a nic się nie upaprałam. To miło :-)

 

 

Niczym prawdziwa trendsetterka (dobre sobie!) zakładam, że wszyscy pozazdroszczą mi teraz wyczucia stylu (buhaha!) i tłumnie odkryją w sobie mroczne pożądanie do wytworów z śląskiej kopaliny. Nie pozostaje mi zatem nic innego jak odesłać chętnych po zakupy, o tutaj. Sama w nosie mam to, że komplety wyszły z mody i poważnie zastanawiam się nad dokupieniem kolczyków.

Tagi: moda
22:51, mukla
Link Komentarze (7) »
środa, 04 czerwca 2014
super sweet thirty one

 

W poniedziałek znów obudziłam się o rok starsza. Nie żebym jakoś specjalnie nad tym bolała (no może troszkę), ale na osłodę postanowiłam upiec sobie tort. No bo jak to tak? Wszystkim dookoła torty piekę, to czemu nie miałabym upiec i sobie? 

Na szybko wyszedł taki słodko różowy, co mi akurat zupełnie nie przeszkadza, bo wbrew temu, co powszechnie wypada nie wstydzę się przyznać, że ja akurat różowy lubię ;-)

 

Uwaga! Od ilości zdjęć można dostać mdłości!

 

 

 

 

 

 

 

Nawet Tytus zyskał urodzinowy look, choć jak zdradził mi potem na ucho, sam wybrałby jednak inny kolor wstążki...

 

 

 

 

Co by w domu zrobiło się jeszcze bardziej słodko i uroczo, miałam sobie jeszcze ze dwa różowe pompony dokręcić, ale mając do wyboru składanie bibułki w harmonijkę, tudzież zrobienie prania, stwierdziłam, że czyste majtki są mi zdecydowanie bardziej potrzebne niż papierowa kulka zwisająca z sufitu. Widać z wiekiem robię się coraz bardziej rozsądna!