Kategorie: Wszystkie | ILUSTRACJA
RSS
wtorek, 30 sierpnia 2011
pamiętnik Blumki

 

Eh... nosiłam się z tym postem i nosiłam... Miałam nadzieję, że (tak dla własnej ilustracyjnej satysfakcji) obrazki do "Pamiętnika Blumki" uda mi się pokazać przed polską ilustracją dla dzieci, no ale mnie skubana ubiegła :-). 



Jeszcze przed naszym wyjazdem dopadłam w swoje łapska te kolażowe ilustracje Iwony Chmielewskiej. Nie zachwyciły mnie z początku - takie jakieś szaro-bure (choć wprawdzie nie ponure). Jak się jednak człowiek zastanowi to takie właśnie i tylko takie pasują najbardziej, bo "Pamiętnik Blumki" to wprawdzie pełna prostej radości opowieść, niestety bez happy endu.

To co najbardziej podoba mi się w grafikach Chmielewskiej, to ciekawe wykorzystanie fragmentów kartek z liniowanego zeszytu, które w zależności od intencji autorki zmieniają się jak nie w kaloryfer, to w nogawki od spodni - pomysłowość Chmielewskiej nie zna tu granic. Warto przyjrzeć się szczegółom o ukrytej symbolice (patrz: Gwiazda Dawida z kopert w prawym dolnym rogu).








Może tego nie wiemy, ale Chmielewska to taka nasza ilustracyjna duma narodowa. W tym roku, za projekt graficzny koreańskiej książki "Dom dusz - MAUM" zgarnęła wydawniczego
Oskara, czyli Bologna Ragazzi Award 2011 w kategorii Non Fiction. W Polsce przeszło to bez większego echa, za to w Korei Południowej, gdzie autorka jest niezwykle popularna, świętowano trzy dni i trzy noce ;-).



Historia opisująca codzienność w Domu Sierot, założonym i prowadzonym przez Janusza Korczaka, będzie hołdem wydawnictwa Media Rodzina w 70-tą rocznicę śmierci Doktora. Premiera we wrześniu.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011
palcem po piasku

 

"Mam Talent!" - to hit telewizyjny ostatnich lat. Formuła programu, pozwala na promowanie ludzi o zdolnościach wszelakich, także tych niepopularnych i nieoczywistych... Nie mam w domu telewizora, więc nie jestem specjalnie na bieżąco, ale zdążyłam zaobserwować, że Polacy przejawiają talent głównie do śpiewu tudzież tańca. Nie chcę tutaj nikomu umniejszać, wręcz przeciwnie, jako kompletne beztalencie, chylę przed nimi czoło, jednak pozwolę sobie zauważyć, że dla śpiewających i tańczących istnieją osobne programy w których mogą się zaprezentować. Tym bardziej więc cieszy fakt, że u naszych wschodnich sąsiadów wygrała pani, która nie tańczy i nie śpiewa, a maluje...



Na punkcie Kseni Simonovej świat oszalał, kiedy to w 2009 roku wymalowała sobie palcem po piasku główną nagrodę w ukraińskiej edycji tego popularnego show. Nie pokazuję nic nowego, jej animacje są ogólnie znane - ta, którą wywalczyła sobie miejsce w finale była przebojem na You Tube, biorąc jednak pod uwagę fakt, że nadal tkwię w tematach o Ukrainę zahaczających, to mi w tym miejscu jakoś Simonova i jej piaskowe rysunki pasują.



Pochodząca z krymskiej Eupatorii artystka, piaskową animacją zajęła się troszkę przez przypadek. Za namową swojego męża, reżysera teatralnego Igora Paskara (chciał w ten sposób urozmaicić swój projekt artystyczny), Ksenia zaczęła ćwiczyć po nocach rysunek piaskiem. Jak sama wspomina, łatwo nie było: w dzień obowiązki - gotowanie, sprzątanie, opieka nad synem, a w nocy wielogodzinne próby okiełznania sypkiej skały osadowej. Taka animacja polega na ciągłej transformacji obrazów, więc aby lepiej wydobyć jej istotę, artystka musiała w dodatku całkowicie zweryfikować swoje dotychczasowe spojrzenie plastyczne i zacząć postrzegać świat przez piaskowy pryzmat. Udało się, i to jak! Jej pisane piaskiem historie wzruszają do łez - wiem coś o tym...

Nie trzeba znać historii Ukrainy, aby zrozumieć wyczarowaną przez Ksenię piaskową opowieść:


Tagi: animacja
20:49, mukla
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 sierpnia 2011
architektoniczny alfabet

 

Kiedy mojemu małżonkowi się nudzi robi się bardzo kreatywny. Jakiś czas temu wymyślił sobie, że połączy dwie swoje pasje: architekturę i typografię (tak, są ludzie, którzy ekscytują się kształtem liter...) i z satelitarnych zdjęć polskich miast wyodrębni budynki przypominające w swojej formie poszczególne litery alfabetu. Nie było tak łatwo jak myślał, że będzie - aby znaleźć "R" trochę się Polski z "lotu ptaka" naoglądał.

Zgaduj zgadula w której literce mieszkam :)


Tagi: grafika
08:28, mukla
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
pole magnetyczne

 

Dzięki naszej wakacyjnej wyprawie powiększył się nie tylko andrzejowy zbiór kiwaczków, ale również moja - pospolita i lekko tandetna kolekcja magnesów, które dumnie prezentuję na drzwiach lodówki, bo gdzieżby indziej!



Bardzo dawno temu (jakoś pod koniec podstawówki), kiedy to pamiątkowe magnesy dopiero trafiały na rynek i na nasze lodówki, moja ówczesna przyjaciółka Paulina, przywiozła mi takowy ze swoich londyńskich wojaży. Była to charakterystyczna czerwona budka telefoniczna. Nie powiem, żebym była tym nietypowym wówczas upominkem specjalnie wniebowzięta, no ale liczy się pamięć czyż nie? Kiedy więc niedługo potem odwiedziłam Paryż, również zakupiłam dla niej magnes z oczywistym dla Paryża wizerunkiem wieży Eiffla. Po powrocie zauważyłam, że moja budka obok wieży jakoś nabiera sensu, a dwa egzemplarze przy sobie to już w zasadzie kolekcja, więc tak jak je powiesiłam, tak już zostały. Paula w ramach suweniru musiała zadowolić się czymś innym. 



Zamysł był prosty: magnesy miały być małe i przedstawiać coś, co ogólnie kojarzy się z danym państwem (tak jak matrioszka z Moskwy, czekoladka z Brukseli czy konik Dala ze Sztokholmu...) - do tych z zabytkami czy budynkami jakoś nie pałam namiętnością, choć czasami trudno znaleźć inny. Zanim zdecyduję się na jakiś, muszę przejrzeć chyba wszystkie możliwe stoiska (a nuż gdzieś będzie ładniejszy), co jest dość upierdliwe, a i tak często pluję sobie potem w brodę - jak mogłam kupić to paskudztwo z Berlina?! Większość przywiozłam sama, ale niektóre jak np. wspomniany z Londynu, ten z boskiego Buenos, czy te, których na daną miejscówkę wypada więcej, to prezenty od przyjaciół i rodziny.

Wprawdzie miałam już magnez z poprzedniej wizyty na Krymie, ale brzydki jakiś taki, złamałam więc moją zasadę jeden magnes na jedno państwo i stałam się posiadaczką wiecznie świeżej i nader apetycznej pszennej bułki z kawiorem (którego nota bene, pięć słoiczków przywiozłam, z czego jeden już zjadłam - mniam...).


Tagi: dom
23:38, mukla
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 sierpnia 2011
kiwaczki

 

Kto pamięta radzieckie bajki z gapowatym stworkiem Czeburaszką (w Polsce znanym jako Kiwaczek) w roli głównej palec do budki!



No dobra, przyznaję, moje dzieciństwo przypadło na koniec ich popularności, więc sama pamiętam je słabo. Jednak kilka lat temu Kiwaczek trafił do mojego domu i mało tego, że pozostał to jeszcze się multiplikuje. A wszystko to za sprawą męża mego własnego, który to wymyślił sobie, że będzie zbierał Czeburaszkowe przypinki.


 


Geneza kiwaczkowego zbioru Andrzeja sięga naszej pierwszej lub drugiej wizyty we Lwowie, kiedy to na targu staroci pod Operą wypatrzył sobie pierwszą przypinkę z bajkowym stworkiem (ten w lewym rogu). Jakiś czas potem odkryliśmy, że w czeluściach szafy ówcześnie wynajmowanego mieszkania czekał na Andrzeja kolejny, zapomniany przez wszystkich Czeburaszka. Przez kilka dobrych lat przypadkowa "kolekcja" liczyła niezmiennie zawrotną ilość dwóch egzemplarzy, raczej bez większej nadziei na rozmnożenie, no bo ile można produkować różnych przypinek z jednym włochatym stworem?! A jednak można. Niedawno do naszej rodziny dołączyły kolejne dwa, cudem odnalezione na Sewastopolskim targu staroci - może nie są najpiękniejsze (ten w samochodzie i ten w kółeczku), ale jak się ma takie wydziwione hobby, to trzeba brać co się trafi :) 



A teraz apel: może ma ktoś jakiegoś Kiwaczka z którym nie jest emocjonalnie związany? Chętnie przygarniemy :)

Tagi: dom
20:48, mukla
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2