Kategorie: Wszystkie | ILUSTRACJA
RSS
wtorek, 25 października 2011
ruchome piaski

 

Nasz drogi Przyjaciel Adam postanowił się ożenić, i dobrze - pora najwyższa. Trzeba przyznać, że fajną znalazł sobie tę żonę. Nie dość, że fajną, to do tego prawie znad morza - w związku z czym, ku uciesze zaproszonych gości (nie wiem czy wszystkich, ale nas na pewno) świętowanie odbywało się tamże. Konkretnie w Łebie. Postanowiliśmy więc ukraść jeden nadbałtycki dzień dla siebie i do posezonowej Łeby zawitaliśmy troszkę wcześniej, coby nawdychać się jodu na zapas i pofotografować piasek.

 

 

Być w Łebie i nie wybrać się na Wydmę Łącką to jak być w Paryżewie nie odwiedzając wieży Eiffla (nie trzeba, ale warto). Toteż od razu obraliśmy kierunek na Słowiński Park Narodowy.

 

 

 

Polski krajobraz pustynny. To tu kręcono pierwszą ekranizację "W pustyni i w puszczy" i "Faraona" z pięknym młodym Zelnikiem. To tu byłam na najlepszej kolonii w życiu (bez pięknego młodego Zelnika).

 

 

 

zaznaczyłam więc swoją ponowną obecność

 

 

przy okazji wyprowadziłam na spacer swoje Jeże

 

 

zrobiłam nam również rodzinny portret.

 

Tagi: miejsca
19:15, mukla
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 października 2011
Babo paćka...

 

Kiedy ściągałam z księgarskiej półki powyższe książki, moja pracowa koleżanka Aga ze zdziwieniem spytała, czy nie brak mi już czasem pomysłów na posty skoro zabieram się za tę zakamarkową serię.

 

Cóż...nie miała racji. Tematy (nie tylko te ilustracyjne) wprost kłębią się w mojej głowie, ale już dawno sobie obiecałam, że te radosne książeczki Evy Susso znajdą na Miejscu swoje miejsce. A to dla tego, że czuję dużą słabość do tej kolorowej serii o wesołej interkulturowej rodzince. Do tej pory wyszły trzy: "Lalo gra na bębnie", "Binta tańczy" i "Babo chce" - jak dla mnie za mało! Uwielbiam w nich wszystko. Po pierwsze tekst: uroczo prosty, pełen powtarzalności i suto naszpikowany wyrazami dźwiękonaśladowczymi - wprost zapraszający do wspólnej z maluchem zabawy. Po drugie( i co dla mnie najważniejsze) ilustracje Benjamina Chauda: kolorowe i pozytywnie koślawe. Rozkochały mnie do tego stopnia, że wciągnęłam je nawet na moją osobistą top listę - wprawdzie nie u jej szczytu, ale zawsze....

 

 

 

 

 

 

 

No ale, żeby nie było, że tylko cud, miód i orzeszki, to się do jednej rzeczy przyczepię: otóż moim zdaniem lepiej by było, gdyby wspomniane książki ukazały się w wersji kaszerowanej. Jak donoszą co niektórzy rodzice, klasyczne wydanie średnio sprawdza się przy dwu, trzylatkach do których pozycje są adresowane - cienkie kartki szybko zostają sponiewieranie przez żądnego wiedzy malucha.

piątek, 21 października 2011
co słychać u mukli?

U Mukli  słychać dziś "Somebody that I used to know":

 

 

Pan który śpiewa nazywa się Wouter De Backer, ale na szczęście przemianował się na Gotye. Na szczęście dla mnie, ponieważ zwiększa to moje szanse na zapamiętanie tego imienia na dłużej. Gotye trafił do naszego domu zaledwie trzy dni temu i jakoś od tamtego czasu towarzyszy mi nieustannie. Wczoraj, o zgrozo, ta paskuda Andrzej zwrócił mi uwagę, że słuchanie trzeci raz pod rząd tej samej piosenki to już przesada. Phi!...co on tam wie - dziś to dopiero by zwariował!

 

Gotye jest Belgiem, ale od wielu lat mieszka w Australii. Nie wiem co skłoniło go do emigracji, ale na pewno nie spowodowała tego przygnębiająca brzydota jego rodzinnej Brugii. Bo Brugia to jedno z urokliwszych miasteczek w jakich kiedykolwiek byłam, mimo że swego czasu przywitała mnie i pożegnała ulewą.

 

 

A kto jeszcze nie widział niech sobie obejrzy "In Bruges" - fajny film którego akcja, jak wskazuje sam tytuł (kulturalnie przemilczę jego polską wersję) dzieje się w Brugii właśnie.

wtorek, 18 października 2011
bajkowy minimalizm

Zobaczyłam dziś rano u Joanny i od razu zapragnęłam mieć je u siebie:

 

 

Mowa o bajkowych plakatach Christiana Jacksona. Ten amerykański grafik zaproponował zupełnie nową, oszczędną w formie, przez co niezwykle daleką od ogólnie panującej lukrowanej estetyki, graficzną interpretację klasycznych baśni. Wiem, nie każdemu taki minimalizm przypadnie do gustu. Mnie się akurat podoba (zwłaszcza "Czerwony Kapturek" i "Księżniczka na ziarnku grochu") - proste i czytelne. No dobrze, czytelne tylko dla rodzica, ale nie oszukujmy się: te plakaty nie zostały stworzone z myślą o rozmiłowanych w disnejowskich klimatach dzieciach.

 

 

A jak już wspomniałam o disnejowskiej estetyce... Wprost nie cierpię ichniejszego Puchatka!

 

 

 

 

 

Takie minimalistyczne wersje znanych motywów to żadna nowość. Do tej pory jednak spotykałam się raczej z plakatami filmowymi tego typu (o, m.in. takimitakimi czy też takimi). Fajnie, że nie tylko kino dostarcza takich graficznych inspiracji.

Tagi: grafika
20:44, mukla
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 17 października 2011
Jadwigi

Dwa dni temu imieniny obchodziły Jadzie. Wśród nich jedna szczególna...

 

 

to i prezent dostała...

 

 
1 , 2