Kategorie: Wszystkie | ILUSTRACJA
RSS
poniedziałek, 14 października 2013
słodki stolik

Jakby to było wczoraj pamiętam dzień, w którym mój przyjaciel Adam zadzwonił do mnie, aby pochwalić się nowiną, że za niedługo zostanie ojcem. Zryczałam się wtedy z radości jak głupia, choć byłam akurat w miejscu wybitnie publicznym i raczej nie wypadało robić z siebie takiego widowiska. Moje emocje żyją jednak własnym życiem i często gęsto eksplodują w najmniej odpowiednich momentach... Do dziś nie wiem, czy to ten mój niekontrolowany wybuch wzruszenia tak rozczulił Adasia, czy też zaważyły inne moje przymioty (no jakieś tam mam przecież) - w każdym razie kiedy jego córeczka pojawiła się już na świecie uczynił mi ten honor i wybrał na matkę chrzestną maleńkiej Ninki :-)

Czas jednak pędzi jak szalony i ani się obejrzałam a moja najmłodsza chrześniaczka (najstarsza to już ho ho - nastolatka) skończyła ostatnio rok okrągły. No, feta z tej okazji być musiała, bo jakże by inaczej. A jak feta, to Mukla szaleje - wiadomo. Naoglądałam się ostatnio na różnych stronach ślicznie przystrojonym stoliczkom urodzinowym (o takim, tudzież takim) i od razu zapragnęłam choć troszkę podobny przygotować dla Ninki. Sterroryzowałam więc bogu ducha winnych rodziców dzieciny i zapowiedziałam, że tort, babeczki i takie różne inne balony i girlandy to już leżą po mojej stronie i lepiej, żeby mi na wszystko pozwolili, bo jak nie, to będę zła! Nie mieli wyjścia - pozwolili.

Efekty? Proszę bardzo:

 

 

 

 

 

 

Ale i tak najbardziej jestem dumna z tortu. Nieskromnie (bardzo nieskromnie) uważam, że wyszedł mi cudny i od tego czasu wprost pławię się w cukierniczym samozachwycie. 

 

 

 

 

 

 

 

 

No i rzecz jasna - polecam się na przyszłość.

czwartek, 10 października 2013
a tyłki rosną...

Strach pomyśleć, jak długo i jak głęboko tkwiłabym w cukierniczej stagnacji rozpamiętując moje ciastkowe kompromitacje (ot, choćby ta nieszczęsna "zebra" w maturalnej klasie), gdyby nie kuzyn Paweł z Sopotu wraz z małżonką. To oni, podczas ostatniej wizyty zupełnie nieświadomi mojej piekarskiej ułomności, sprezentowali mi wybornej jakości blachę do wypieku babeczek i muffinów wszelakich. No sami rozumiecie, nie było wyjścia - musiałam przezwyciężyć fobię, przeprosić się z piekarnikiem i zacząć piec :-)

Od tamtego czasu (a nie minęło wiele więcej ponad rok) piekę na okrągło, obsesyjnie, psychopatycznie wręcz i w dzikich ilościach.  A tyłki rosną...  

 

 

 

 

 

Ostatni zaczęłam eksperymenty z masą cukrową. Niewdzięczna materia! Może ma ktoś idealny przepis?